Strony

wtorek, 2 lutego 2016

Książka się skończyła, a ja nadal o niej myślę.....Czuły punkt D. van Eijkelenborg

Czasami o naszym życiu decydują ułamki sekundy.
To był piękny, upalny majowy wieczór. Weronika szła ulicą, szczęśliwa i zakochana. Nie przestraszyła się, kiedy usłyszała, jak ktoś otwiera drzwi samochodu. Potem poczuła mocne szarpnięcie, czyjeś ręce wciągnęły ją do środka.
Porwana i uwięziona, próbuje walczyć z narastającą paniką. To trudne, gdy tracisz poczucie czasu, a głowa aż pęka od natłoku myśli.
Pilnuje jej milczący mężczyzna. To on decyduje, kiedy jej wolno pić, jeść, korzystać z łazienki. Jest jednym z napastników, ale zamiast nienawiści, wzbudza w niej coraz cieplejsze uczucia. Czy tylko dlatego, że nigdy nie robi jej krzywdy? Relacja porywacz-ofiara staje się coraz bardziej niejednoznaczna.




Książka od pierwszych stron wciąga, nie mogłam się od niej oderwać i wczoraj pochłonęłam ją - jeśli ma  być szczera to dwa razy. Trudno uwierzyć, że jest do debiut literacki Pani Dominiki. Autorka doskonale wykreowała głównych bohaterów, czujemy tak jak byśmy byli jednym z nich, ja osobiście pierwszy raz coś takiego doświadczyłam. Weronika i Luke to postacie bardzo realne i naturalne, nie są w żaden sposób przerysowane. 
Czytając powieść poznajemy Weronikę - studentkę z Polski, przebywającą obecnie na wymianie studenckiej w Holandii. Weronika pewnego majowego wieczoru zostaje porwana, zgwałcona i pobita, napastnicy ulokowali ją roznegliżowaną w ciemnym pokoju. Dziewczyna jest obolała, przerażona,  nie wie czego ma się spodziewać po milczącym porywaczu. Luke prawa ręka bossa narkotykowego, trudniącego się handlem żywym towarem został wplątany w tą historię przez przypadek, początkowo nie może się doczekać kiedy pozbędzie się problemu i dziewczyna zostanie sprzedana do jakiegoś domu publicznego. W miarę upływu czasu między bohaterami rodzi się niewidzialna, tajemnicza nić. W Luku dochodzi do pewnej zmiany, rodzi się coś czego wcześniej nigdy nie doświadczył, nie wie jak sobie z tym uczuciem poradzić. Podobnie czuje się Weronika, choć na początku jest zirytowana tym, że nie czuje do mężczyzny tych nienawiści i strachu ... Luke nigdy nie zrobił studentce krzywdy - wręcz przeciwnie zabezpiecza jej podstawowe potrzeby, mimo, że nadal ją więzi. Gdy nadchodzi dzień rozstania porywacz mimo grożącego jemu samemu niebezpieczeństwa postanawia dziewczynie uratować życie, pod fałszywym nazwiskiem wysyła ją do Kanady, gdzie ponownie się spotykają.
Akcja początkowo rozwija się spokojnie, najpierw obserwujemy relację porywacz - ofiara, później budzące się do życia uczucia: zauroczenie, fascynację...Trochę dziwne, nierealne w punktu widzenia zwykłego zjadacza chleba.. Na końcu jednak następuje przyspieszenie, kroki mężczyzny mnie zszokowały i wywołały potok łez... Nie jestem zwolennikiem cukierkowych romansów, jednak w miarę upływu kart książki liczyłam na happy end... Po opadnięciu emocji stwierdzam, że zakończenie było takie z jakim powinniśmy się liczyć, zaskoczyć może jedynie to ile dla jest w stanie dla miłości swojego życia poświęcić zakochany, nawet jeśli jest kryminalistą... Siebie? swoje życie? marzenia? szanse?

Podobno to co przeżywali bohaterowie to syndrom sztokholmski - nie zgadzam się z tym.

W wywiadzie blogowej koleżanki doczytałam, że Pani Dominika van Eijkelenborg napisała już kontynuację i muszę ją mieć!

5 komentarzy:

  1. O muszę też przeczytać ta książkę, wciągnęłaś mnie tym opisem i teraz jestem bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślałam, że ich zabili ale skoro jest kontynuacja, to uf ;).

    OdpowiedzUsuń
  3. u mnie nie ma w bibliotece. A to twoja moze chciałabys pobawic sie wędrująca ksiązkę? Jesli tak jestem chętna .:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sama mogłabyś pisać książki, tak wspaniały opis zrobiłaś :) Potrafisz zachęcić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Podpisuję się pod propozycją janielki :)
    Aż mnie dreszcze przeszły..od samego opisu!!!
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń